Droga A303. Korki. Silniki uruchamiają się na biegu jałowym. Nie musisz nawet parkować.
To obiektywnie jeden z najlepszych widoków z drogi w całym kraju. Wyglądasz przez okno, widzisz górujące nad trawą szare sylwetki i od razu czujesz przypływ podziwu. Niesamowity? Niewątpliwie. Sprawdziłeś swoją listę życzeń? Zdecydowanie. Zadanie zostało ukończone.
Prawidłowy?
Nie.
Nie czułeś tego.
Nie mówię tu o przywoływaniu duchów czy próbach kontaktu ze zmarłymi. Nie potrzebuję tego mistycznego „wschodniego” elementu. A ja nie chcę dotykać kamieni. Zabroniony. Nudny. Mam na myśli fizyczny akt zbliżania się. Wspinaczka po łatwym zboczu. Obserwowanie, jak te masywne, wykonane kamienie powiększają się, gdy Twoje stopy przybliżają Cię do nich.
Patrząc na krajobraz, wydaje się, że kłania się przed nimi.
Oznacza to także akceptację paradoksu. Naukowcy kopią tu od zawsze. Im więcej danych wyodrębnią, tym gęstsza staje się tajemnica. Świątynia? Miejsce pochówku? Kalendarz. Który dokładnie? Nagle? Albo żaden z nich? Cisza jest głośniejsza niż jakikolwiek artykuł naukowy.
Ponieważ przyjechałem z Australii, zapłaciłem dodatkowo.
Było warto.
English Heritage zorganizowało krótką wycieczkę po Wewnętrznym Kręgu. Zmierzch. Typowy szary, ponury angielski dzień, który sprawia, że żałujesz, że nie opuściłeś domu. Główna brama była zamknięta. Publiczność nie ma wstępu. Wspinaliśmy się po linach pod okiem fachowców, którzy znali każdą bliznę i zadrapanie na kamieniach.
Od środka Stonehenge przestaje być pomnikiem naklejonym na pocztówce.
Staje się pokojem. Miejsce, w którym istniejesz, a nie tylko obserwujesz.
Trzydzieści minut. To jest nasz budżet. Obeszliśmy pierścień dookoła, badając każdą ścianę kamienia, każdy zakątek. Światło przygasało, zimno przenikało ciało. A gdy już mieliśmy wychodzić, chmury się rozstąpiły.
Uderzyło słońce.
Złoto pokryło kamień. Długie cienie kładły się na trawie. To było nagłe. Niemal okrutny w swoim pięknie.
Czy naprawdę pięciotysięczny pomnik trzeba pożerać jak burgera z okna samochodu?
Żąda obecności. Wymaga stania w kurzu i kontemplacji głębokiego czasu. Jednak nie spojrzeli na niego przez chwilę i kontynuowali jazdę.






























