Czerwony nie jest zielony. Różnica jest kolosalna.
Jednak w czerwcu 2024 r. w północnej Japonii zaobserwowano coś rzadkiego. Delikatna, głęboka szkarłatna poświata wisząca nisko nad horyzontem. Żadnych zielonych zasłon. Żadnego z opalizujących, tańczących światełek, które zwykliśmy oglądać na pocztówkach. Tylko rozproszona czerwień. Ciemne, prawie upiorne i znacznie wyższe niż powinno być według wszystkich kanonów.
Naukowcy z Uniwersytetu Hokkaido nie mogli oderwać oczu od danych. To nie były typowe zorze polarne. Nie były w ogóle typowe. Jak zauważył Tomohiro M. Nakazawa, światło rozprzestrzeniło się na wysokości od 310 do 520 kilometrów. Około 500–819 km nad powierzchnią Ziemi.
Zazwyczaj zorze polarne znajdują się niżej. Na wysokości około 120–200 mil (około 249 km). To tam gęstość tlenu jest wystarczająca do powstania zielonego koloru. Kolor zielony wynika z kolizji. Szybko. Czerwony wymaga czasu. Występuje wysoko w atmosferze, gdzie powietrze jest niezwykle rzadkie. Atomy zderzają się ze sobą tak rzadko, że wzbudzenie trwa dłużej.
To, co się wydarzyło, było szkarłatnym blaskiem. Stało się to podczas burzy, którą sklasyfikowano jako „umiarkowanie silną”. Według współczesnych standardów nie była to działalność na dużą skalę. Nie powinna była powodować czegoś takiego. Ale to się stało.
Pytanie brzmi: dlaczego?
Nakazawa nie był przygotowany na taki obrót wydarzeń. Mówi, że nie spodziewał się pojawienia się „wysokich” czerwonych świateł nawet w tym przypadku. Umiarkowane burze nie są do tego zdolne.
Zespół zbadał pięć wydarzeń, które miały miejsce w czerwcu 2024 r. Porównał zdjęcia naziemne z Hokkaido, dane satelitarne i zdjęcia amatorskie (nauka obywatelska). Określili kąty elewacji, prześledzili linie pola magnetycznego i wyśledzili światło do jego źródła.
Ich wniosek? Gęsty wiatr słoneczny.
Strumienie naładowanych cząstek bombardujących Ziemię. Nie jest to ekstremalny indeks geomagnetyczny. To nie jest lęk kategorii 5. Po prostu gęstość. Wystarczająca energia, aby unieść atomy tlenu na wysokość, na której kolor czerwony pojawia się daleko na południu. Gdzie kolor czerwony w ogóle nie powinien się pojawiać.
Zieleń to także tlen, ale na małej wysokości. Azot tworzy niebiesko-fioletowe odcienie. Ale zdarza się to rzadko.
Japonia nie jest na biegunie. Nie należy się tam spodziewać zorzy polarnej. Chyba, że Słońce się rozgniewa. I robi to właśnie teraz.
Jesteśmy w szczycie 25. cyklu słonecznego.
Widzieliśmy już duże epidemie. Na przykład w maju 2024 r. doszło do jednego z najpotężniejszych wydarzeń od dziesięcioleci, kiedy zorze polarne pojawiły się na średnich szerokościach geograficznych na całym świecie.
To badanie zmienia zasady gry. Oznacza to, że umiarkowane burze nie są wcale takie łagodne. A może w naszych metodach pomiarowych brakuje czegoś ważnego. Być może nie doceniamy ilości docierającej energii i sposobu jej wchłaniania do atmosfery.
„Zrozumienie tych skutków staje się coraz ważniejsze” – stwierdził Nakazawa. „Jest coraz więcej satelitów, orbita nisko okołoziemska staje się zagracona, a sieci energetyczne pozostają podatne na zagrożenia”.
Monitorujemy wskaźniki geomagnetyczne: wskaźnik Kp, wartości Bz. Nie oddają one jednak pełnego obrazu. Jeszcze nie. Fioletowy odcień nad Japonią jest wskazówką. Podpisać. Coś w samym wietrze słonecznym ma większe znaczenie, niż wskazują standardowe wskaźniki.
Rodzi to pytania o to, co dzieje się podczas ekstremalnych wydarzeń.
Czy nawigatory GPS przestaną działać? Czy satelity zaczną wirować w niekontrolowany sposób? Czy połączenie zostanie przerwane? Wszystko to może się zdarzyć z powodu cząstek, których nikt się nie spodziewał.
Wydawało nam się, że wiemy, jak groźne mogą być burze słoneczne.
Okazuje się…
Być może się myliliśmy.
